|
Po 10 latach przerwy Mariusz Pawlak ponownie zagrał w barwach Lechii Gdańsk. Gdańszczanie zremisowali w Janikowie z Unia 2:2, a Pawlak z rozbita i krwawiaca głowa musiał opuscić boisko w 55. minucie gry (przy stanie 0:1).
Łukasz Pałucha: Doszedł Pan już do siebie po tym starciu?
Mariusz Pawlak: Założono mi cztery szwy, na szczęscie rentgen nie wykazał żadnych wewnętrznych obrażeń, nie było wstrzasnienia mózgu. To zwykłe rozcięcie. Czuję ból, ale dzisiaj rozpoczynam normalne treningi. W głowie nic nie brakuje. Brakuje nam za to dwóch punktów, które stracilismy w Janikowie.
Jak Pan ocenia grę Lechii na inaugurację?
- Od czasu zejscia z boiska nie ogladałem meczu, bo byłem opatrywany, a potem pojechałem do szpitala. Dopiero dzisiaj obejrzę na spokojnie druga połowę na wideo, dlatego tego okresu gry nie mogę oceniać. Poczatek w naszym wykonaniu był na pewno słaby. Według założeń mielismy grać szybko z duża iloscia podań, gospodarze jednak stanęli w miejscu, a my nie potrafilismy wykorzystać naszej przewagi technicznej. Poza tym popełnilismy bład, stracilismy bramkę i grało się nam jeszcze trudniej.
W Gdańsku wszyscy licza na Pana współpracę w srodku obrony z Krzysztofem Brede, w Janikowie nie była ona jednak idealna.
- Popełnilismy dwa poważne błędy. Zabrakło chyba koncentracji. Wierzę, że w następnych meczach zapewnimy już Lechii bezpieczeństwo w tyłach. Chciałbym, żeby moja współpraca z "Heńkiem" układała się tak jak z Ivica Kriżanacem w Groclinie. Rozumielismy się bez słów, idealnie się uzupełnialismy, naprawialismy błędy. Brede ma duże możliwosci, więc jest duża szansa na powtórkę.
Podczas prezentacji drużyny na molo w Brzeznie padało hasło ekstraklasa. Czy uważa Pan, że Lechię stać na awans?
- Na to jest chyba za wczesnie, ale myslę, że na miejsce w pierwszej szóstce nas stać. Choć mecz z Unia tego nie potwierdził. Lechia sprawi w tym sezonie niejedna niespodziankę, ale nie możemy pozwolić, żeby jeszcze raz powtórzyła się sytuacja z końcówki meczu w Janikowie. To niedopuszczalne, żeby tracić takie bramki.
Na inaugurację I ligi beniaminek Widzew Łódz pokonał Pana były klub Groclin, inny łódzki beniaminek ŁKS rozgromił Pogoń i od razu pojawiły się głosy, że poziom II ligi nie odbiega od ekstraklasy. Zgadza się Pan z tym?
- Trudno mi jednoznacznie to potwierdzić po zaledwie jednym meczu w II lidze. Na pewno jednak dużej różnicy nie ma. Poziom jest zbliżony, choć oczywiscie sa drużyny, takie jak Legia czy Wisła, które sa przynajmniej o klasę lepsze. Ale taki Widzew, mimo że nie wzmocnił się po awansie, pokonał Groclin, co jest sygnałem dla drugoligowców, że warto bić się o awans, nawet gdy nie można liczyć na spektakularne transfery.
Co Pan chce jeszcze osiagnać w futbolu, w Lechii?
- Wczesniej, kiedy grałem w Lechii, przeważnie bronilismy się przed spadkiem. Teraz chcę powalczyć na Traugutta o wyższe cele i swiętować awans do I ligi. Na razie koncentruję się jednak na najbliższym meczu, to najlepsza metoda, żeby cos osiagnać.
zródło : Gazeta Wyborcza
|